Holenderskie eksperymenty z eutanazją dla dzieci

W klinice pediatrycznej w holenderskim mieście Groningen lekarze wydali zgodę na uśmiercenie z litości czterech noworodków, które nie miały szans na przeżycie. W Holandii i Europie rozgorzała dyskusja na temat granic eutanazji

Przypadki dziecięcej eutanazji w Groningen – jak ją potocznie nazwała to prasa – miały miejsce w 2004 r. za zgodą rodziców. Decyzję o uśmierceniu dzieci za pomocą zastrzyku z odpowiednią dawką środków uspokajających podjęło jednak kilku lekarzy, by – jak tłumaczyli – przerwać nieludzkie cierpienie. Poza tym dzieci i tak nie miały szans na przeżycie. Sprawę ujawniła sama klinika, a wszystkie przypadki zostały zgłoszone przez nią do prokuratury. Ta nie wszczęła jednak żadnego śledztwa, gdyż eksperci zgodzili się z diagnozą kliniki. Kontrowersyjne wytyczne szpitala pozwalające na uśmiercanie dzieci nierokujących żadnych nadziei nazwano Protokołem z Groningen

Granice litości
Holandię uznaje się za pioniera w dopuszczaniu do eutanazji uznawanej w większości krajów świata za morderstwo i ingerencję w prawa boskie. W Niderlandach eutanazja już dawno temu przestała być tematem z pierwszych stron gazet. Zanim zalegalizowano ją wiosną 2002, przez ponad 30 lat była praktyką, na którą przymykano oczy. Dziś nie jest ścigana oraz karana jak zabójstwo, o ile stosuje się ją w ściśle określonych przypadkach (np. nieuleczalna, przewlekła choroba). Z kodeksów karnych nie wykreślono jednak kar za eutanazję dokonaną poza ramami prawnymi. Problem w tym, że zdaniem przeciwników śmierci na życzenie ramy te są nieustannie rozciągane.
Holendrzy poniżej 18. roku życia mają już prawo do eutanazji. Na razie o swej śmierci w wyjątkowym przypadku mogą decydować dzieci od 12. roku życia, przy czym poniżej 16. roku życia konieczna jest zgoda rodziców. Holenderskie środowiska medyczne chcą pójść jeszcze dalej.
Dzięki porozumieniu na oddziale pediatrycznym uniwersyteckiej kliniki w Groningen eutanazją zostały de facto objęte mniejsze dzieci w ostatnim stadium cierpień spowodowanych nieuleczalną chorobą, a nawet noworodki – np. wcześniaki z uszkodzeniami mózgu nierokujące nadziei na przeżycie bądź dzieci z deformacjami ciała.
– W tym konkretnym przypadku nie chodzi o eutanazję, ale o niedobrowolne zakończenie życia pacjenta po konsultacji między lekarzami i jego rodziną – precyzuje w rozmowie z „Gazetą” Walburg de Jong z holenderskiej organizacji wspierającej eutanazję Prawo do Śmierci NL.
De Jong mówi, że lekarze zrzeszeni w ogólnoholenderskim stowarzyszeniu lekarskim zaproponowali, by praktykę stosować szerzej również w innych szpitalach. Chcą, by resort zdrowia powołał specjalną komisję, do której można by zgłosić przypadki takich zabiegów. Decyzja ma zapaść wkrótce, być może jeszcze w tym roku.
Lekarze zastrzegają, że zabiegom niedobrowolnego zakończenia życia poddawane byłyby tylko dzieci z wrodzonymi, strasznymi wadami (np. rozszczepionym kręgosłupem), nieludzko cierpiące i takie, których przetrwanie uwarunkowane jest od przyłączenia do maszyn podtrzymujących czynności życiowe. Komisja dokumentowałaby przypadki „niedobrowolnego zakończenia życia” i udostępniała na życzenie sądów.
Rzadkie, ale czy humanitarne?
– To bardzo rzadkie przypadki – mówi o dzieciach, które mogłyby zostać uśmiercone zgodnie z wytycznymi szpitala w Groningen dr Eduard Verhagen. Co więcej, tłumaczy, że chodzi o ujawnienie i nadanie form prawnych procederowi, który i tak ma miejsce w wielu szpitalach. Według różnych szacunków co roku lekarze „usypiają” od kilkunastu do kilkudziesięciu dzieci nierokujących żadnych nadziei. Nie we wszystkich przypadkach „ostatecznych zastrzyków” rodzice wiedzą, co spowodowało odejście ich dzieci.
Przeciwnicy protokołu z Groningen uważają natomiast, że nawet lekarz specjalista nie ma prawa decydować, kiedy zaczyna się cierpienie nie do zniesienia albo czy lepszym rozwiązaniem od życia pod respiratorem jest uśmiercenie. – Jeśli rozszerzymy stosowanie eutanazji na tych, za których to my podejmujemy decyzję, że koniec życia jest dla nich lepszą opcją niż agonia, wkraczamy na bardzo niebezpieczne terytorium – tłumaczył jednej z holenderskich gazet Henk Jochemsen z zrzeszającego lekarzy i etyków medycyny Lindeboom Instituut. Zdaniem Jochemsena „z rozwiązywania ciężkich przypadków nie ma co robić prawa”. – Jeśli zostanie uchwalone prawo w sprawie decydowania o uśmiercaniu dzieci nierokujących, natychmiast okaże się, że przypadków jest więcej, niż się spodziewamy

Zaczął Hitler
W europejskich mediach i na internetowych forach rozgorzała gorąca dyskusja na temat praktyk z Groningen. Przeciwnicy porównują holenderski eksperyment ze zbrodniczą tradycją dziecięcej eutanazji w nazistowskich Niemczech.
W marcu 1937 r. chore psychicznie dziecko zostało zabite przez ojca. Stanął on przed sądem, ale niemiecki urząd zdrowia wziął go w obronę i zmusił niejako sąd do wymierzenia najniższej kary więzienia zamiast kary śmierci. Od tego wydarzenia do usankcjonowania eutanazji dzieci był już tylko krok.
W 1938 r. Niemiec o nazwisku Knauer napisał do Hitlera list z zapytaniem, czy „jego niewidoma i umysłowo upośledzona córka urodzona bez ręki i nogi może zostać poddana litościwej śmierci”. Hitler polecił swemu osobistemu lekarzowi Karlowi Brandtowi sprawdzenie przypadku i jeśli jest tak, jak pisze ojciec, wyrazić zgodę na litościwą śmierć. Tak też się stało.
Niemiecki projekt eutanazyjny realizowano kilka lat. Szacuje się, że do końca 1941 roku w niemieckich szpitalach niedobrowolnej eutanazji poddano około 5 tys. dzieci i od 80 do 100 tys. dorosłych.
Holenderski eksperyment z Groningen potępił bardzo ostro biskup Elio Sgreccia, wiceprzewodniczący Papieskiej Akademii Życia. W artykule dla „L’Osservatore Romano” napisał, że „zostanie przekroczona ostateczna granica” i zarzucił holenderskim władzom „moralny relatywizm”. Biskup powtórzył też stanowcze „nie” Kościoła katolickiego wobec eutanazji w ogóle: „Nikt nie może brać odpowiedzialności za zabójstwo czy to siebie, czy innej osoby. Żadna władza nie może prawnie pozwolić na zabijanie niewinnej istoty ludzkiej niezależnie od tego, czy to zarodek, embrion, dziecko, dorosły, osoba starsza – chora czy pozostająca w agonii”. Zdaniem biskupa „jest to pogwałcenie prawa boskiego, przestępstwo wobec godności ludzkiej, zbrodnia przeciw życiu i atak na człowieczeństwo”.
Belgia śladem Holandii
Holandia i jej eksperymentalne programy z dziedziny eutanazji jest bacznie obserwowana w całej Europie. W Belgii, która poszła w ślady Niderlandów, depenalizacja uśmiercania na życzenie stała się faktem dwa lata temu. Już w grudniu 2003 r. środowiska belgijskich lekarzy onkologów zaczęły napomykać na konferencjach naukowych o celowości obniżenia wieku osób mogących ubiegać się o eutanazję w wyjątkowych wypadkach poniżej 18. roku życia.
Powody, dla których część lekarzy w Belgii chciałaby obniżyć wiek dostępności, wyjaśnia w rozmowie z ,”Gazetą” Wim Distelmans, belgijski onkolog, który stoi na czele federalnej Komisji Kontroli i Oceny (to do niej zgodnie z belgijskim prawem zgłaszane są wszystkie legalne przypadki eutanazji). – Zajmuję się leczeniem raka, widziałem wielu młodych ludzi w wieku 15-16-17 lat, którzy cierpieli z powodu nowotworu i byli bardziej dojrzali do trudnej decyzji niż niejeden dorosły – mówi Diestelmans. Dlatego też według niego „belgijskie prawo o eutanazji powinno być rozszerzone na osoby nieletnie (tak jak w Holandii) i cierpiące na postępujące choroby systemu nerwowego, jak np. alzheimer”. Oczywiście pod warunkiem, że ci ostatni, będąc jeszcze w pełni sił, zastrzegą w odpowiednim dokumencie prawnym, że w finalnym stadium choroby nie chcą być utrzymywani przy życiu.
Opinia Distelmansa nie jest w Belgii odosobniona. Kilka miesięcy temu do belgijskiego senatu trafił projekt prawa, który przewiduje obniżenie wieku. Zgłosiła go dwójka senatorów z partii flamandzkich liberałów VLD stojącej na czele rządzącej Belgią koalicji. Senatorowie chcieliby, aby w najcięższych przypadkach nieuleczalnych chorób (z cierpieniem nie do zniesienia) o swym życiu bądź śmierci decydowali nieletni pacjenci. Rodzice i osoby bliskie byłyby oczywiście konsultowane przez lekarzy, ale nie mogliby się sprzeciwić zabiegowi. Według nich co roku od stu do dwustu dzieci i nieletnich umiera w Belgii na takie choroby.
Ustawa nie ma większych szans w parlamencie, gdyż popierają ją tylko liberałowie. Opozycyjni chadecy są przeciw eutanazji w jakiejkolwiek formie, a inne partie chciałyby najpierw przeprowadzić debatę nad raportem podsumowującym okres dwóch lat od częściowej legalizacji eutanazji.

Źródło : Jacek Pawlicki Gazeta.pl

hastagi na stronie:

#protokół z groningen #przypadki eutanazji w polsce #przypadki eutanazji #eutanazja noworodkow #protokołem z groningen #eutanazja przypadki #protokół groningen

Authors

Related posts

Top